środa, 12 czerwca 2013

Lwowska Galeria Obrazów prezentuje – Johann Wolfgang Pinzel

Kilka miesięcy temu lwowska rzeźba zaistniała w Paryżu. Wszystko za sprawą wystawy prac Jana Pinzla prezentowanej w Luwrze. Pinzel uznawany jest za jednego z najwybitniejszych twórców późnego baroku środkowoeuropejskiego. Jego rzeźby łatwo rozpoznać po charakterystycznych załamaniach szat u postaci, które wyglądają jakby były ubrane nie w miękkie tkaniny, tylko sztywną, łamaną blachę.
Biografia artysty jest na tyle niezbadana, a jego spuścizna na tyle cenna, że roszczą sobie do niej prawo historycy sztuki z Polski, Niemiec i Ukrainy :) Wystarczy zajrzeć do Wikipedii – wersja niemiecka: Johann Georg Pinzel  war ein Bildhauer und Holzbildhauer deutscher Abstammung; polska: Jan Jerzy Pinzel, – polski rzeźbiarz i snycerz barokowy, działający na terenie Polski i najbardziej zachowawcza ukraińska: Іван Георгій Пінзель галицький скульптор середини 18 століття, представник пізнього бароко і рококо.
Po powrocie z Paryża rzeźby prezentowane są w Lwowskiej Galerii Obrazów, coś mi mówi, że  w Luwrze nie wisiały na zardzewiałych drutach przyczepionych do rur zwisających spod sufitu…
 




niedziela, 9 czerwca 2013

do Lwowa

Jeśli nie ma się samochodu i mieszka w Łucku, kontakt z resztą świata może być nieco utrudniony. Człowiek bywa skazany na połączenia kolejowe lub co gorsza - marszrutkowe. Połączenie ze Lwowem zapewnia na szczęście tzw. rejkowyj awtobus, czyli szynobus, taki jak te, które jeżdżą z Głównego w Krakowie do Balic. Czysty, nowoczesny, czasem nawet działa klimatyzacja no i pokonuje trasę w trzy godziny, w odróżnieniu od marszrutek, które bujają się około pięć, tańcząc między dziurami. Niestety do szynobusu nie łatwo się dostać, bilety, zwłaszcza weekendowe trzeba kupować z tygodniowym wyprzedzeniem. Za to nie są drogie, w dwie strony objechałam za 150 hrywien.
A we Lwowie, jak to w czerwcu, pełnia sezonu na:
 -zagranicznych turystów
 
-panny młode pozujące do zdjęć  

 
- manifestacje, pochody i przemarsze tym razem maszerują zakonnice


wtorek, 4 czerwca 2013

działania antyturystyczne

W Łucku najładniejsza jest starówka. Nieduża, raptem parę ulic, zamek, katedra, kircha, synagoga. Całość prezentowałaby się całkiem urokliwie, gdyby nie usytuowany bezpośrednio przy zamku bazar. Wszystkie te blaszane budki, hałas, tłumy ludzi i mnóstwo śmieci skutecznie psują atmosferę zacisznej starówki. Próbowałam o tym rozmawiać z tubylcami, zwykle pada odpowiedź, że bazar musi być w centrum, bo tak jest wygodnie. Szkoda.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

o lecie







Na Ukrainie wiele rzeczy dzieje się szybciej, niż w Polsce. Na przykład lato zaczyna się tu całych 20 dni wcześniej niż u nas. Pierwszego czerwca cała Ukraina świętowała pierwszy dzień lata i początek sezonu plażowego. W Łucku można się kąpać w Styrze. Plaża nad rzeką, z bogatą infrastrukturą (patrz zdjęcie) już czeka na pierwszych letników :)
В Україні багато що відбувається швидше, ніж в Польщі. Наприклад літо починається тут цілих 20 днів раніше ніж у нас. Першого червня вся Україна відсвяткувала перший день літа та початок пляжного сезону. В Луцьку можна купатися в Стирі. Пляж біля річки вже чікає на перших бажаючих попляжувати.

niedziela, 2 czerwca 2013

niezły kwas

Kwas chlebowy jest prawdopodobnie najpopularniejszym napojem bezalkoholowym w Rosji, na Białorusi i w Ukrainie. Robi się go ze sfermentowanego chleba, brzmi nieciekawie, ale podobno warto pić dla zdrowotności - zawiera witaminy E i B1. Nie pałam do niego wielkim uczuciem, ale jest wyjątek - kwas produkowany przez mnichów z Poczajowa, lekko miodowy i bardzo orzeźwiający. Na zdorowja :)

Здається що хлібний квас є найпопулярнішим безалькогольним напоєм в Россії, Білорусі та Україні. Квас виробляють з ферментованого хліба, що може не звучить приємно, але  він корисний для здоров'я – містить вітамін E та B1. Я не дуже кохаю цей напій, але є один виняток – це квас який виробляють монахи почаївського монастиря – дещо медовий та дуже освіжаючий. На здоров'я!
 

sobota, 1 czerwca 2013

kawałek Krymu w Łucku

Odkrywanie Łucka polega między innymi na poszukiwaniach miejsc, gdzie można dobrze zjeść. Jeden z takich przybytków udało się namierzyć przy okazji wizyty rodziców, których trzeba przecież nakarmić i to nie byle czym :) Przy wyjazdówce na Dubno mieści się bar 'Krymski Czeburieki'. Czeburieki to jakby duże pierogi, zrobione z ciasta trochę przypominającego francuskie a trochę makaronowe, smażone w głębokim oleju, w środku co kto lubi - mjasko, syr, pomidory, albo wszystko razem :) Lubię czeburieki, bo kojarzą mi się z wakacyjnym czasem na Krymie, gdzie można je kupić na każdym kroku (najlepsze w Sudaku, przed wejściem do twierdzy).