| bez komentarza :) |
czwartek, 28 listopada 2013
Jewromajdan w Łucku
Ludziom nie jest wszystko jedno i to mi się podoba.
Piosenka zespołu Okean Elzy stała się nieoficjalnym hymnem
młodzieżowej proeuropejskiej rewolucji, która trwa na Ukrainie od tygodnia,
także w Łucku.
poniedziałek, 18 listopada 2013
senne Beresteczko
Beresteczko przez kilka wiosennych dni 1651 roku było areną dziejowych zdarzeń. W okolicach tej niepozornej miejscowości nad Styrem starły się wówczas wojska Jana Kazimierza z przeważającymi siłami Kozackimi pod dowództwem Bohdana Chmielnickiego. Zwycięstwo pod Beresteczkiem jest jedną z najważniejszych polskich wiktorii XVII wieku. Pył bitewny opadł przed stuleciami, poległych pochowano, wzniesiono pomniki ku czci zwycięzców i zwyciężonych, a miasteczko trwa w prowincjonalnym marazmie.
Beresteczko w listopadowe sobotnie popołudnie stanowi idealną scenerię do horroru, albo lepiej dramatu psychologicznego. Bieda, bezrobocie, alkoholizm, krzywe płoty, błotniste uliczki i snujące się po nich smutne kundle. Na wszystko spoglądają z niedowierzaniem granitowi kozacy.
| Beresteczko welcomes you - dworzec |
| kościół potrynitarski, dziś w ruinie |
| piramida (sic!) wołyńska - nagrobek ks. Prońskiego, założyciela Berestecza |
środa, 23 października 2013
ukraińscy mężczyźni - studium - odc.1
Stereotypowe wyobrażenie Ukraińca wśród dziewcząt, które nigdy nie były nad Dnieprem jest jasne:
Męską stylówkę parodiuje zespół Dzidzio -
Na koniec odcinka pierwszego, jeszcze piosenka :)
Im dłużej mieszkam na Ukrainie, tym boleśniej się przekonuję, jak dalekie jest to wyobrażenie od rzeczywistości ;) Dziś prawdziwych kozaków już nie ma, chciałoby się rzec, a jeśli nawet jakiś się trafi, to bardziej rzypomina tego z radzieckiej kreskówki, niż Saszę Domagarowa :D
Najnieznośniejszy jest styl ubierania się tutejszych facetów - mimo usilnych starań nie umiem przemóc niechęci do błyszczących garniturów i obuwia z czubem. Same oceńcie:Na koniec odcinka pierwszego, jeszcze piosenka :)
niedziela, 20 października 2013
niedziela, 13 października 2013
niedziela, 29 września 2013
wieszak :)
Kto twierdzi, że Łuck jest nudnym miastem, z kulejącą ofertą kulturalną, w ostatni weekend miał okazję zmienić poglądy.
Przez trzy dni po Łucku
spacerował wieszak. Organizatorzy niecodziennego festiwalu teatralnego Мандрівний вішак właśnie wieszak
uznali za atrybut teatru stacjonarnego, tradycyjnego. To od szatni i
powieszenia płaszcza na haczyku rozpoczyna się typowa wizyta w teatrze. Łuccy miłośnicy teatru eksperymentalnego wyrzucili
wieszak na ulicę i wypchnęli teatr poza jego tradycyjne ramy. W ciągu trzech
dni odbyło się w przestrzeni miejskiej
Łucka kilkanaście przedstawień teatralnych. Organizatorzy zadbali o to,
by każde z miejsc, w których zagościł teatr wędrujący było niebanalne i
nawiązywało do fabuły danej sztuki. Antygona w wykonaniu rewelacyjnego teatru Żuky (Жуки) z
Doniecka została wystawiona w podziemiach łuckiego zamku, w ruinach cerkwi św.
Jana. Sztukę współczesnego amerykańskiego dramaturga, której akcja dzieje się
na nowojorskiej stacji metra odegrano w mrocznej postindustrialnej scenerii niewykończonego centrum handlowego. W scenę
teatralną zamieniły się także wnętrza nocnych klubów, internat szkoły średniej
i hala sportowa (nota bene, znajdująca się w dawnym budynku synagogi).
Festiwal odbył się w związku z
dziesięcioleciem działalności łuckiego teatru amatorskiego Harmider (ГаРмИдЕр).
Chyba nie można wyobrazić sobie lepszej formuły świętowania urodzin teatru, niż
zainfekowanie sztuką teatralną całego miasta. Na zaproszenie Harmideru
odpowiedziało osiem zespołów teatralnych z Ukrainy, Rosji, Gruzji, Niemiec i
Białorusi. Środowisko Harmideru wykazało się ogromnym samozaparciem, energią i
uporem, w realizacji projektu, który zdaniem Rusłany Poryckiej – szefowej teatru,
nie ma odpowiednika w skali Ukrainy. Udało im się znaleźć sponsorów, oraz
uzyskać wsparcie Łuckiej Rady miejskiej i Stowarzyszenia rozwoju turystyki na
Wołyniu. Warto wspomnieć, że wstęp na wszystkie przedstawienia był bezpłatny. Format
festiwalu spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem zwłaszcza wśród młodych
mieszkańców Łucka, choć w kolejce do kolejnych teatrów-nie-teatrów ustawiały
się także rodziny z małymi dziećmi, osoby w średnim wieku i staruszkowie. Wszyscy oni dali się
porwać magii żywego teatru, uwolnionego od schematów i konwencji, a nad Łuckiem
unosił się duch staruszka Shakespeara, który już dawno napisał, że cały „Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają”. Dobrze
by było, gdyby wędrówka teatralnego wieszaka trwała jak najdłużej, bo Łuck
zasługuje na kolejne odsłony tego
pomysłowego projektu.
wtorek, 24 września 2013
Muzeum ikony wołyńskiej
Zapraszam na wirtualny spacer po muzeum, które jest, jak na ukraińskie warunki, zaskakująco nowoczesne i dobrze zarządzane. Znajduje się w dość niepozornym budynku na tyłach uniwersytetu, w środku - skarby: ikony lokalnych twórców z XVI, XVII i XVIII wieku, ciekawie eksponowane, w przestronnych, jasnych wnętrzach (podkreślam, bo tutaj to nie standard).
Najcenniejszym eksponatem w zbiorach jest ikona Matki Boskiej Chełmskiej. Historia obrazu sięga średniowiecza i postaci żony księcia Włodzimierza - księżniczki konstantynopolitańskiej Anny - za jej sprawą cudowny wizerunek miał trafić na Ruś. Według legendy, od 1001 roku ikona znajdowała się w Chełmie, gdzie otaczana była szczególnym kultem. Wstawiennictwu Matki Boskiej przypisywali mieszkańcy miasta ocalenie Chełma podczas najazdu tatarów w 1240. W późniejszym okresie kult ikony wzrósł jeszcze bardziej za sprawą Jana Kazimierza, który zabierał ze sobą obraz na wyprawy wojenne.
Tutaj dla fanatyków sztuki bizantyjskiej/cerkiewnej szczegółowe dzieje cudownej ikony.
środa, 18 września 2013
czar Polesia
Nie ma to jak znienacka wziąć urlop we wtorek i wyruszyć z miasta na spotkanie z przygodą i przyrodą. Obie najłatwiej znaleźć na Polesiu Wołyńskim, czyli około dwie godziny jazdy na północ od Łucka. Trasa w kierunku Maniewicz i Dolska jest bardzo efektowna jeśli chodzi o widoki, prowadzi przez wioski pełne urokliwych drewnianych chatynek, malownicze pola, lasy i nieużytki. W okolicach Lubieszowa dochodzą do tego sielskiego krajobrazu jeszcze rozlewiska Prypeci.
O Lubieszowie Słownik geograficzny Królestwa Polskiego wspomina jako o miejscowości położonej nad rzeką Stochód (piękna nazwa oddająca charakter rzeki rozlewającej się na 'sto chodów - odnóg'), przy trakcie prowadzącym z Pińska na Wołyń. Do dziś miasteczko jest kojarzone z postacią Tadeusza Kościuszki, który kształcił się w tutejszym kolegium pijarskim. Niewiele zachowało się z dawnej świetności miasteczka: brama wjazdowa w opłakanym stanie, oraz tablica pamiątkowa na jednym z budynków w centrum (kołyś tut buła szkoła, a teper bar - powiedziała pani sprzedająca czeburieki w gmachu, gdzie kiedyś "kształcił swą wzniosłą duszę i umysł Tadeusz Kościuszko").
| brama |
| tablica |
| bar |
Jezioro Lubiaź, oraz fragment dorzecza Prypeci i Stochodu od pięciu lat objęte są ochroną - został wtedy założony park narodowy, którego chlubą są siedliska czapli białej. Pracownicy parku dorabiają wożąc turystów motorówką po jeziorze i rzece, która meandruje, tworząc zarośnięte szuwarami zakola.
| tabletka/buchanka i motoczowno :) |
| Amazonka |
| Jożin z bażin |
| szuwary |
| szczerzuje |
P.S. Dziękuję Annie i Mateuszowi za piękny poleski wiwtorok :)
piątek, 6 września 2013
pocztówki z Ołyki
Subskrybuj:
Posty (Atom)





